Choroby bojowników w moich akwariach

Jak każdy akwarysta mam do czynienia z chorobami moich podopiecznych a także ze smiercią rybek. W przypadku śmierci która nastąpiła na skutek mojego błedu lub zaniedbania, jest mi strasznie żal, że taką cenę zapłaciło niewinne stworzenie. Pobudza mnie to do wzmożenia wysiłków w celu uzyskania właściwych warunków w moich zbiornikach. Ponieważ mam dużo małych i średnich akwariów, ich właściwe utrzymanie wymaga ode mnie dużo pracy. Ale nagrodą są dobre wyniki w hodowli i rozmnażaniu rybek. Choć hoduję ponad dwieście bojowników w różnym wieku, choroby zdarzają mi się rzadko. Opiszę tutaj tylko choroby, które u mnie wystąpiły i udanie zakończyło się ich leczenie.


Ospa rybia (Ichtioftirioza)

Ta choroba wystąpiła u mnie kilkakrotnie. W początkowym stadium ryby stają się niespokojne, "sklejają" płetwy i wykonują raptowne ruchy ciałem.Po kilku dniach pojawiają się na płetwach (przeważnie ogonowych) pierwsze kropeczki w kształcie ziaren kaszy mannej. Stopniowo kropek jest coraz więcej, pojawiają się nie tylko na ciele ale i na głowie. Ryby starają się ich pozbyć, ocierając się o różne przedmioty w akwarium. Po następnych kilku dniach, ryba staje się ociężała, traci apetyt i w ciągu killku dni umiera. Może to dotyczyć całej obsady zbiornika jednocześnie, gdyż choroba ta jest bardzo zaraźliwa. W końcowym stadium choroby ryby nie daje się przeważnie wyleczyć. W początkowym stadium choroba jest w 100% wyleczalna. Leczyć można w innym zbiorniku, ale lepiej zrobić to w akwarium, w którym żyją chore ryby. Leczenie polega na wlaniu do wody zieleni malachitowej w stężeniu 5 mg/100 l wody. Dawkę rozpuszczam w słoiczku i wlewam powoli do akwarium dobrze mieszając. Zieleń malachitowa nie działa negatywnie na rośliny. Po tygodniu dodaje się polowę dawki. Ekstremalnym przypadkiem było w moich akwariach pojawienie się tej choroby na 1 tygodniowym narybku danio pręgowanego ("kaszka" na głowie, większa od samej głowy rybiątka)!. Ale kuracja okazała się skuteczna i ponad 200 szt. rybek wychowałem ! Należy jednak stosować zasadę generalną: codziennie trzeba poświęcić co najmniej 5 minut na obserwację swoich akwariów. Pozwoli to uniknąć przykrych niespodzianek !!!

Grzybica (pleśniawka, ang."body fungus")

Choroba ta atakuje ryby osłabione, często takie, które żyją w "złej" wodzie, lub osobniki stare (3-4 letnie). Zarodniki grzybów znajdują się praktycznie w każdej hodowli akwaryjnej, wprowadzane są przez pokarm, rośliny, wyposażenie. Ryby zdrowe są na nią odporne, ale pewien poziom zabrudzenia wody lub nadmierna ilość substancji gnilnych (będących pożywką dla rozwoju grzybów) w podłożu, powoduje chorobę również ryb zdrowych. Istnieje wiele gatunków pleśni (grzybów) atakujących ryby i objawy mogą być bardzo różne. Dlatego trudno jest tą chorobę wcześnie rozpoznać. Generalnie pospolitymi objawami są: zmętnienie fragmentów ciała ryby, pokrycie ciała "kłaczkami" jakby z waty, pokrycie fragmentów ciała nalotem szarym lub białym, bielenie i odpadanie fragmentów płetw itp... Choroba rozwija się bardzo szybko, prowadząc niemal zawsze do śmierci ryby. Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić zawsze po dostrzeżeniu pierwszych objawów choroby, jest 100% wymiana wody, wraz z przepłukaniem (ew.wygotowaniem) podłoża. Jeśli objawy się utrzymają (ryba staje się żywicielem grzyba), chorobę tą można próbować leczyć lekiem Mycocid (Zooleku), stosując podane przez producenta dawkowanie. Jeżeli choroba jest w początkowym stadium, często jest uleczalna. Niektóre gatunki grzybów (np.Costia) niszczy temperatura 30-32 st.C., problem jedynie w tym, aby pacjentka (rybka) wytrzymała.

Zatwardzenie ikry (u samic)

Ta grożna choroba (ang.Egg bound) pojawia się się u stosunkowo niewielkiej ilości dorosłych samic i polega na "zaczopowaniu" ujścia kanału ikrowodowego przez "częściowo" (nie całkiem) rozwiniętą ikrę. Najczęściej zdarza się to samicom żyjącym przez dłuższy czas (kilka miesięcy), w jednym zbiorniku z atrakcyjnym dla nich samcem ("wybrankiem serca"), gdy nie dochodzi do tarła. Samiczka jest często w doskonałym stanie zdrowotnym, zachowuje się prawie normalnie, poza początkowym okresem choroby, gdy usiłuje się ocierać o różne przedmioty w akwarium lub "przeciskać" przez wąskie szczeliny, w celu wydalenia z siebie ikry. Takie zachowanie może świadczyć o początkowym stadium tej choroby. Jeden z hodowców amerykańskich (w trakcie korespondencyjnej dyskusji) stwierdził, że delikatnie "pomagał" pięknej samiczce w pozbyciu się ikry, poprzez "ostrożne i umiejętne jej uciskanie na dolną część brzuszka". W mojej hodowli taki przypadek ocierania się i wyciskania ikry przez samicę wystąpił tylko raz, gdy biedna samiczka (która żyje do dziś, w zbiorniku dla "pań bojownikowych") przeciskała się między szybą akwarium i termometrem, a następnie zjadała opadłą na dno ikrę. Przypadek zakończony śmiercią niedoszłej mamy zdarzył się również jednej z moich korespondentek (korespondencja nr 132). Dlatego też nie powinno się trzymać razem w jednym zbiorniku samca i samicy, która wykazuje ciągłą "ekscytację" partnerem i przywdziewa "szaty godowe" na każde jego pojawienie się w jej otoczeniu. Prwdopodobieństwo bowiem wielokrotnego wyzwolenia procesu wytwarzania i dojrzewania ikry, a następnie jej "zatrzymania", jest bardzo duże. Któreś z następnych takich spotkań może się bowiem skończyć dla biednej samiczki tragicznie, na skutek ucisku nowo-wytworzonej ikry na organy wewnętrzne. Dojdzie wtedy do niespodzianej i niewytłumaczalnej śmierci. Należy jednak pamiętać, że zjawisko to jest bardzo rzadkie i występuje tylko u niektórych samiczek mieszkających w "koedukacyjnym" zbiorniku.

Niedyspozycja bojowników (choroba pęcherza pławnego)

Bojowniki syjamskie są w zasadzie rybkami nie kłopotliwymi w hodowli. Rozmnażają się łatwo, w dużych ilościach. Jest tylko jeden problem: wylęgnięty narybek jest niezwykle mały i co za tym idzie karmienie nastręcza dużo trudności.Bojowniczki - maluchy mają też cechę wspólną wszystkim bojownikom: są wolne i flegmatyczne.Nie penetrują aktywnie dużych obszarów zbiornika w poszukiwaniu pokarmu. One muszą dostać wszystko "pod nos". Dlatego też trudno jest utrafić właściwie z ilością pokarmu. Niektóre maluchy mogą się po prostu przejadać, gdyż ryby te nie mają żadnych hamulców w jedzeniu. Czasem mogłem zaobserwować maluchy z ogromnymi brzuchami, które stanowiły 1/3 jego wielkości. W takiej sytuacji często pojawiała się niedyspozycja właściwa temu gatunkowi: tzw. choroba pęcherza pławnego.Bojowniczątko nie może pływać normalnie i tylna część ciała unosi go do góry.Czasem pływa "głową" do góry albo do dołu. Rzadko jednak ta ułomność się utrwala. Z reguły po 2-3 dniach słabszego odżywiania niedyspozycja znika. Podobne problemy mogą mieć osobniki dorosłe (patrz zdjęcie u dołu).

Bojowniczka trochę za dużo zjadła (widać nadęty brzuszek) i teraz "wynosi ją" na powierzchnię. Mam nadzieję, że niedyspozycja minie i nie przerodzi się w obstrukcję (zatwardzenie-ang.constipation), groźną chorobę układu pokarmowego. Ale, póki co ona ma apetyt...

----------------------------------------------------------------------------------
Po dwóch dniach bojowniczka pływała już swobodnie po całej toni...
----------------------------------------------------------------------------------

Infekcja wewnętrzna...

Przyglądając się (jak zwykle) "mojej trzódce" w trakcie i zaraz po karmieniu, stwierdziłem, że Klarcia zachowuje się jakoś dziwnie. Podpływała do jedzenia jak zawsze ochoczo ale miała kłopoty z pochłonięciem pokarmu. Atakowała larwy ochotki ale najczęściej chybiała, niektóre robaki "wypluwała" i ponownie starała się "połknąć", tak jakby nie mogła użyć swoich ząbków i "rozdrobnić" pokarmu. Przyjrzałem się jej dokładniej i stwierdziłem, że Klarcia ma na głowie powyżej pyszczka, trochę z jej prawej strony, guza dość dużej wielkości, który powoduje jej kłopoty w jedzeniu. Podejrzewam, że rybka się męczyła i cierpiała. Natychmiast "uruchomiłem" zbiorniczek-szpitalik (7,5l) i przeniosłem tam Klarcię. Oczywiście wcześniej zadbałem o czystość zbiorniczka i właściwe parametry wody. Postanowiłem obejrzeć dokładniej Klarcię w szpitaliku przez lupę, gdy będzie blisko przedniej ścianki. Oględziny potwierdziły obecność "dziwnego" guza, który pod skórą miał jakby czerwone zabarwienie (coś na kształt "czyraka"). Wlałem do wody leczniczą dawkę akryflawiny i postanowiłem czekać co będzie dalej. Przez obecność guza, prawe oko Klarci jakby się "przesunęło" do tyłu.. Rybka stsła się osowiała... Przeczuwam, że jej stan jest zły, ale teraz nic nie można więcej zrobić.. Zdjęcie pokazuje deformację pyszczka i guza oraz oddaje jej (Klarci) obecny nastrój. Tak wygląda bardzo chora rybka... Ale będę o Klarcię walczył...Zaraz zacznę "poszukiwania" przez inernet, na doskonałych stronach amerykańskich i angielskich (np.: www.wetwebmedia.com).Wygląda mi to na ten sam przypadek (wewnętrzna infekcja). Tylko nie mam "Maracinum", więc zastosuje inny antybiotyk... Recepta jest prosta: na kilka łyżeczek przegotowanej wody, pół kapsułki Clindamycinum, rozmieszać i wsypać płatki Betta (Tropical). Potem płatki wysuszyć i karmić nimi Klarcię. Oby tylko chciała jeść...Spróbuję... Hura ! Rano zjadła kilka płatków !! Teraz trzeba czekać.. Wieczorem znów zjadła kilka... Guż jakby mniejszy... następny dzień rano: guza już prawie nie widać, znów zjadła kilka płatków, które trzymam w lodówce.. Jestem teraz optymistą, jest duże prawdopodobieństwo, że moja pra-matka Klarcia wyzdrowieje. Wygląda na to że była to jednak wewnętrzna infekcja..Jeszcze kilka dni przetrzymam ją w szpitaliku, w wodzie z akryflawiną, której już jednak nie uzupełniam..

Rany kąsane

   Przedstawiona na zdjęciu samiczka (Dalila) trafiła do szpitalika na miejsce zdrowej już Klarci, po nieudanym podejściu do piątego tarła z Teodorem, który okazał się niecierpliwym i bezwzględnym brutalem. Mało co nie pozbawił życia biednej bojowniczki. Na zdjęciu widać rozległe rany kąsane, a w miejscu płetwy piersiowej lewej znajduje się krótki "kikut". Wyłowiłem ją z akwarium tarliskowego w stanie bliskim śmierci (agonalnym). Natychmiast przerzuciłem Klarcię do zbiornika "B" ("młodzieży damskiej"), zbiornik-szpitalik przepłukałem, zalałem nową (odstałą trochę za krótko) wodą i wpuściłem (a raczej "wrzuciłem") do niego bezwładną Dalilę. Jako środek "leczniczy" zastosowałem Ryvanol, w dawce 1g/200 litrów wody (jest do dobry środek na gojenie ran u ryb, niejednokrotnie już przeze mnie "sprawdzony").Ponieważ Dalila była bezwładna, co 5 minut podnosiłem ją siatką ponad poziom wody aby mogła nabrać powietrza. Tak przez długą godzinę... Wreszcie, gdy już miałem zrezygnować z jej ratowania, samiczka sama uniosła głowę i zrobiła głeboki "wdech". To znaczyło dla niej - życie! Prawie wyskoczyłem w górę z radości !!! Może jeszcze będzie dobrze? Może będzie żyła? Jak bardzo się cieszę...Zobaczymy, co przyniosą następne dni. (Jasne plamki na płetwach Dalili należą do jej normalnego ubarwienia).
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dalila zdrowieje, je z apetytem i zaczyna dużo pływać (nawet porusza "kikutem"). Rana się goi. Będzie O.K. !!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Na pierwszym planie zdrowa już śliczna Dalila (jeszcze widoczne "blizny").


Powrót na początek strony     Licznik odwiedzin:
Wszelkie przedruki bez zgody autora - zabronione