Hodowla bojowników syjamskich




Hodowla bojowników syjamskich

Dominującą rybką w moich akwariach jest bojownik syjamski rasy hodowlanej. Mam ich obecnie ponad 250 szt. w różnym wieku. Pochodzą one od trzech osobników – pra rodziców: Klarci, Teofila i Emila, z wielu „miotów”. Jest to duża ilość jak na pojemność i ilość moich zbiorników. Z pierwszego tarła zostawiłem sobie 12 szt.: dwa samce (w tym Teodora) oraz dziesięć dorodnych, zdrowych i pięknych samiczek barwy niebieskiej o różnej intensywności. Będą to przyszli rodzice tzw.”linii niebieskiej”. Przyszli rodzice tzw.:”linii czerwonej” (z trzeciego i czwartego tarła) są jeszcze „smarkaczami”. Aby wybrać z hodowli osobniki do reprodukcji, muszę młode bojowniczki z 2,3 i 4 tarła „podchować” do wieku dojrzałego. To trwa ok. pół roku. Aby dobrze wykorzystać pokarm i utrzymać zbiorniki w odpowiednim stanie, hoduję razem z bojownikami molinezje „Black Molly” i płatki rasy merigold. Są to rybki za szybkie dla bojowników, by mogły być ofiarami napadów „złości” bojusiów i jednocześnie rybki towarzyskie i łagodne. Są one praktycznie wszystkożerne i oczyszczają zbiornik z pozostałości pokarmu po bojownikach. Do tego dochodzi co najmniej jeden glonojad Ancistrus sp. na zbiornik oraz kiryski (po parze) w większych zbiornikach.

BOJOWNIKI – TARŁO PIERWSZE I DRUGIE

Mój główny problem obecnie polega na zapewnieniu miejsca dla kolejnych pokoleń bojowników, które muszę trzymać 10-11 miesięcy aby móc wybrać osobniki do dalszej hodowli u mnie, czyli do reprodukcji. Przyjmuję jedną zasadę, która się sprawdza: bojowniki bracia i siostry z tego samego tarła mogą być wychowywane wspólnie do starości. Nie zaobserwowałem przypadków poważniejszych okaleczeń poza niewielkimi ubytkami płetw, które szybko odrastają. Ale już próby umieszczania dwóch kolejnych pokoleń (różnica 3 miesięcy życia) muszą być podejmowane ostrożnie… Do dużej grupy młodszych bojownicząt, można „bezkarnie” wpuścić 3-4 samce i nic złego się nie stanie. Po krótkim czasie ustala się hierarchia w „stadzie” i młodsze nie próbują „zdominować” starszych. Wydaje się, że w dużym zagęszczeniu u bojowników nie wykształca się instynkt posiadania terytorium niezbędnego do odbycia udanego tarła i wychowania potomstwa.. Samice, niezależnie od wieku, nie sprawiają problemów.

W zbiorniku „C” (55 litrów) trzymam dorosłe samice: Klarcię (pra-matkę) oraz samice barwy „steel-blue” z pierwszego tarła (m.in. Betę – matkę 6 tarła, Dalilę – matkę 7 tarła). W sumie dziesięć samic. Mają do towarzystwa Teodora-brutala, co do którego mam ciągle plany na jego udane ojcostwo, gdy ukończy wiek „młodzieńczy” i jego reakcje staną się spokojniejsze. Prawie wszystkie samice na jego widok pokrywają się pionowymi pasami. Brat Teodora (no name) jest w zbiorniku „B”. Z pierwszego tarła pozostawiłem więc 12 sztuk do dalszej hodowli (w tym dwa samce).Przy wyborze kierowałem się kolejno: intensywnością barwy, jednolitością barwy i preferowałem cechę „butterfly”. To trzecie kryterium nie wystąpiło u żadnej samicy. Wszystkie trzy spełnił jedynie Teodor. Oczywiście towarzystwo dla bojowników stanowią molinezje Black Molly i płatki Merigold.

Rybki widząc mnie kręcącego się w pobliżu zbiornika, prawie wszystkie zgromadziły się w lewym dolnym rogu akwarium.

W zbiorniku „B”  mam obecnie bojowniki z 1 i 2 tarła (1 samiec no name, kilka samic oraz ok.70 osobników młodszych obojga płci).Zrobienie dobrego zdjęcia takiej gromadce jest niemożliwe. Codziennie poświęcam kilkanaście minut na obserwację życia tej gromadki i nie widzę żadnych przypadków poważniejszych zatargów. Czasami trochę postrzępionych płetw…. Już prawie dwa miesiące upłynęły w zgodzie. Bojowniki wychowywane w dużej grupie są więc całkiem łagodnymi rybkami.
Ale na tą „sielankową” wizję bojowników mogę przedstawić inny przykład też z mojej hodowli. Przykład agresji (mega agresji).Na zdjęciu po prawej w jednym małym zbiorniku (2 gal – 7,5 l) przedzielonym przegrodą z otworami umieściłem Emila z Edziem.

Samce natychmiast się „znienawidziły”.Nieustannie imponowały sobie,ciągle strosząc skrzela, spały i odpoczywały zawsze blisko przez ściankę. „Pilnowały się”. Po trzech dniach takich „zmagań” znalazłem Edzia martwego (tego bardziej agresywnego). Nie wytrzymał „psychicznie” tego ciągłego stresu.




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*