Miesięczne bojowniki pierwszy raz dostały małe grindale (widoczne w wodzie "przecinki") i od razu przypadły im do gustu.



HODOWLA BOJOWNIKÓW SYJAMSKICH /2005/

Dominującą rybką w moich akwariach jest bojownik syjamski rasy hodowlanej.Mam ich obecnie ponad 250 szt. w różnym wieku. Pochodzą one od trzech osobników - pra rodziców: Klarci, Teofila i Emila, z wielu "miotów". Jest to duża ilość jak na pojemność i ilość moich zbiorników.Z pierwszego tarła zostawiłem sobie 12 szt.: dwa samce (w tym Teodora) oraz dziesięć dorodnych, zdrowych i pięknych samiczek barwy niebieskiej o różnej intensywności. Będą to przyszli rodzice tzw."linii niebieskiej". Przyszli rodzice tzw.:"linii czerwonej" (z trzeciego i czwartego tarła) są jeszcze "smarkaczami". Aby wybrać z hodowli osobniki do reprodukcji, muszę młode bojowniczki z 2,3 i 4 tarła "podchować" do wieku dojrzałego.To trwa ok.pół roku..Aby dobrze wykorzystać pokarm i utrzymać zbiorniki w odpowiednim stanie, hoduję razem z bojownikami molinezje "Black Molly" i platki rasy merigold.Są to rybki za szybkie dla bojowników, by mogły być ofiarami napadów "złości" bojusiów i jednocześnie rybki towarzyskie i łagodne. Są one praktycznie wszystkożerne i oczyszczają zbiornik z pozostałości pokarmu po bojownikach.Do tego dochodzi co najmniej jeden glonojad Ancistrus sp. na zbiornik oraz kiryski (po parze) w większych zbiornikach.




BOJOWNIKI - TARŁO PIERWSZE I DRUGIE

Mój główny problem obecnie polega na zapewnieniu miejsca dla kolejnych pokoleń bojowników, które muszę trzymać 10-11 miesięcy aby móc wybrać osobniki do dalszej hodowli u mnie, czyli do reprodukcji. Przyjmuję jedną zasadę, która się sprawdza: bojowniki bracia i siostry z tego samego tarła mogą być wychowywane wspólnie do starości. Nie zaobserwowałem przypadków poważniejszych okaleczeń poza niewielkimi ubytkami płetw, które szybko odrastają.Ale już próby umieszczania dwóch kolejnych pokoleń (różnica 3 miesięcy życia) muszą być podejmowane ostrożnie... Do dużej grupy młodszych bojownicząt, można "bezkarnie" wpuścić 3-4 samce i nic złego się nie stanie. Po krótkim czasie ustala się hierarchia w "stadzie" i młodsze nie próbują "zdominować" starszych. Wydaje się, że w dużym zagęszczeniu u bojowników nie wykształca się instynkt posiadania terytorium niezbędnego do odbycia udanego tarła i wychowania potomstwa.. Samice, niezależnie od wieku, nie sprawiają problemów.



W zbiorniku "C" (55 litrów) trzymam dorosłe samice: Klarcię (pra-matkę) oraz samice barwy "steel-blue" z pierwszego tarła (m.in.Betę - matkę 6 tarła, Dalilę - matkę 7 tarła). W sumie dziesięć samic. Mają do towarzystwa Teodora-brutala, co do którego mam ciągle plany na jego udane ojcostwo, gdy ukończy wiek "młodzieńczy" i jego reakcje staną się spokojniejsze.Prawie wszystkie samice na jego widok pokrywają się pionowymi pasami. Brat Teodora (noname) jest w zbiorniku "B". Z pierwszego tarła pozostawiłem więc 12 sztuk do dalszej hodowli (w tym dwa samce).Przy wyborze kierowałem się kolejno: intensywnością barwy, jednolitością barwy i preferowałem cechę "butterfly".To trzecie kryterium nie wystąpiło u żadnej samicy. Wszystkie trzy spełnił jedynie Teodor. Oczywiście towarzystwo dla bojowników stanowią molinezje Black Molly i platki Merigold.
Rybki widząc mnie kręcącego się w pobliżu zbiornika, prawie wszystkie zgromadziły się w lewym dolnym rogu akwarium.
W zbiorniku "B" (zdjęcie lewe) mam obecnie bojowniki z 1 i 2 tarła (1 samiec noname, kilka samic oraz ok.70 osobników młodszych obojga płci).Zrobienie dobrego zdjęcia takiej gromadce jest niemożliwe. Codziennie poświęcam kilkanaście minut na obserwację życia tej gromadki i nie widzę żadnych przypadków poważniejszych zatargów. Czasami trochę postrzępionych płetw.... Już prawie dwa miesiące upłynęły w zgodzie. Bojowniki wychowywane w dużej grupie są więc całkiem łagodnymi rybkami.
Ale na tą "sielankową" wizję bojowników mogę przedstawić inny przykład też z mojej hodowli. Przykład agresji (mega agresji).Na zdjęciu po prawej w jednym małym zbiorniku (2 gal - 7,5 l) przedzielonym przegrodą z otworami umieściłem Emila z Edziem.
Samce natychmiast się "znienawidziły".Nieustannie imponowały sobie,ciągle strosząc skrzela, spały i odpoczywały zawsze blisko przez ściankę. "Pilnowały się". Po trzech dniach takich "zmagań" znalazłem Edzia martwego (tego bardziej agresywnego). Nie wytrzymał "psychicznie" tego ciągłego stresu.

HODOWLA SAMCÓW W SŁOJACH 5 LITROWYCH

W początkowym okresie mojej hodowli, gdy ilość młodych bojowników była mniejsza od 100, samce od czwartego miesiąca wychowywałem w słojach 5 litrowych (takich od kiszenia ogórków). Piętnaście słojów ustawionych kolejno stycznie do siebie, połączonych było rurkami szklanymi wygiętymi w U-rurki. Rurki giąłem nad palnikiem gazowym. Miały one średnicę około 7 mm. W ostatnim słoju umieszczona była grzałka 150 W z regulatorem temperatury RT2 (Tomar). Nastawiona temperatura - 26,5 st.C. W słoju tym umieściłem również głowicę wodną ("G" - filtr wewnętrzny Fluval-1), która wężykiem o średnicy 6 mm pompowała wodę do pierwszego słoja. Miedzy przedostatnim i ostatnim słojem wstawiona była tzw. US - rurka, która utrzymywała poziom w słojach. Wydajność głowicy regulowałem zaciskiem na wężyku. Pełną wymianę wody w każdym słoju 5 litrowym uzyskiwałem po 10 - 30 minutach, a różnica poziomów wody między pierwszym i ostatnim słojem wynosiła ok. 15 mm. Po zwiększeniu się ilości mojej bojownikowej "młodzieży" do ponad 500 szt., z hodowli tej zrezygnowałem i samce wychowuję "w stadzie", uzyskując jednak nieco gorsze wyniki.


HODOWLA SAMCÓW W STADZIE

  
Hodowla samców "w stadzie" dobrze zdaje egzamin w przypadku osobników braterskich, wychowanych wspólnie "od larwy". Na zdjęciach powyżej pokazany jest widok z mojego zbiornika, z niebieskimi veil-tailami, w większości samcami - "rodzonymi" braćmi (z tarła nr.12).


CZY BOJOWNIKI SYJAMSKIE SĄ RYBAMI AGRESYWNYMI ?

Chciałbym odnieść się do tego tematu, na podstawie własnych doświadczeń oraz znajomości poglądów wieloletnich, doświadczonych hodowców tego gatunku (rasy hodowlanej). Otóż ci którzy hodują duże ilości tych rybek (duże, tzn. kilkaset do kilku tysięcy) zgodnie stwierdzają, że jest to rybka spokojna i flegmatyczna. Równie dobrze możnaby było twierdzić, że koguty to ptaki agresywne i np.psy są bardzo agresywne i niebezpieczne. A wiemy dobrze, że nikt zdrowo myślący nie przyklei takiej "łatki" tym stworzeniom. Okazują one agresję wobec przedstawicieli swego gatunku tylko w specyficznych warunkach, które z reguły stwarza im człowiek. To człowiecze chore instynkty każą wychowywać te biedne stworzenia na "morderców" i własnych wrogów. Tak też było i z bojownikami syjamskimi. Pierwsze osobniki, które trafiały do domowych hodowli (w XIX wieku), były selekcjonowane pod kątem poziomu agresji do własnego gatunku i używane do walk publicznych (ten proceder do dzisiaj istnieje w Tajlandii). Doprowadziło to do rozprzestrzenienia się po świecie osobników z dominacją takiej cechy. Mimo, że później naukowcy sprowadzali do Europy wielokrotnie osobniki "dzikie", to jednak główne prace hodowlane (w Syjamie i Chinach) doprowadziły do pojawienia się tam odmian o różnych barwach i kształcie płetw, które zdecydowanie lepiej się "sprzedały". Bojowniki hodowane w małych zbiornikach (rasa hodowlana), wykształciły swoje własne cechy, które jedynie w niewielkim stopniu sięgają do korzeni (cech) ich przodków. Ale główne zachowania dotyczące ich wzajemnych relacji zostały takie same. Ciekawe prace badawcze przeprowadzili studenci japońscy, którzy na podstawie eksperymentów, stwierdzili, że poziom agresji u bojowników kształtowany jest we wczesnym okresie rozwoju, przez warunki w jakich zostały wychowane. Najbardziej agresywne są osobniki trzymane w izolacji, w malenkich zbiorniczkach. Bojowniki przebywające od urodzenia w towarzystwie innych przedstawicieli swego gatunku, nie wykazują tych cech (poza naturalną rywalizacją o samice i w obronie gniazda). Więcej na ten temat można znależć w artykule Victorii Parnell z 28.4.2006 pt. Aggression and the Domestic Betta ( Agresja i "domowe betta" ).

STRATEGIA W HODOWLI I ROZMNAŻANIU BETTA SPLENDENS

Dojrzały hodowca-amator staje prędzej czy później przed dylematem: wiem już prawie wszystko (poza osobistymi tajemnicami hodowców profesjonalnych - o tym póżniej), potrafię rozmnożyć i odchować ok.300 bojowników z tarła (w sposób powtarzalny), więc co dalej?? I tu większość hodowców - amatorów "staje" w rozwoju , z powodu braku możliwości osiągnięcia dalszych postępów bez uruchomienia dużych inwestycji. Przerzucają się na inne dziedziny (inne gatunki ryb). Tak stało się m.in. z bardzo dynamicznym swego czasu Wayne Schmidt'em, który już od dwóch lat zajmuje się innymi tematami. Z tych co pozostają "w temacie", każdy przyjmuje swoją strategię działania, w zależności od swoich możliwości. Każdy też ma swoje "tajemne" sposoby na ich realizację. Wiele z nich (m.in. informacje o roli inhibitorów populacji) otwarcie podałem na mojej ogólnie dostępnej stronie. Informacje te mogą przyczynić się do zwiększenia ilości hodowców "wtajemniczonych", którzy sami mogą próbować tworzyć historię rasy hodowlanej Betta Splendens i w razie osiągnięcia sukcesu, mogą zgarnąć olbrzymią "kasę", wypuszczając na rynek nową odmianę tejże rasy hodowlanej. A są to naprawdę gigantyczne pieniądze... Ja jednak pragnę pozostać hobbystą - amatorem, nie związanym z żadnym "biznesem" rybkowym i "okołorybkowym". Dla mnie już na taką karierę jest za późno..... W hodowli i rozmnażaniu większych (tysiące sztuk) i wielkich (setki tysięcy sztuk) ilości betta splendens rasy hodowlanej, przyjmuje się alternatywnie dwie strategie: strategia polowania na nową odmianę (kolorystyka, kształt płetw) oraz strategia sprzedaży szczególnie pięknych egzemplarzy, w ramach już istniejących odmian. Obie strategie mają swych wyznawców, obie przynoszą sukcesy jedynie nielicznym hodowcom - amatorom. Warunkiem koniecznym do ich realizacji, jest osiągnięcie "profesjonalnej" łatwości w rozmnażaniu tego gatunku oraz odchowaniu dużych ilości narybku, co można uzyskać przez nabycie ogromnych doświadczeń praktycznych w trakcie swojej hodowli. Z przyczyn oczywistych (braku właściwego materiału genetycznego pra-rodziców) stosuję tylko strategię polowania na nową rasę..... Ale ze względu na moje mizerne warunki lokalowe i finansowe, robię to jedynie dla przyjemności (jak grający w toto-lotka..).
-------------------
Strategia polowania na nową odmianę rasy hodowlanej realizowana jest głównie poprzez masowe rozmnażanie tej rasy i wychowywanie do wieku "młodzieńczego" wielkiej ilości narybku. Mniej więcej w jednym na tysiąc osobniku przyszłym na świat występuje róznoraka mutacja genetyczna, która może być dziedziczona przez potomstwo lub nie jest dziedziczona w pierwszym pokoleniu, a jedynie w następnych. Rolą hodowcy jest znalezienie, wychowanie takiego "odmieńca" i następnie próba sprawdzenia dziedziczenia tej jego wady genetycznej u potomstwa. Bardzo, bardzo rzadko udaje się utrwalić tą wadę u potomstwa tak, by powstała stabilna odmiana rasy hodowlanej. Czasami mutacji pożądanej (mp. weloniasty ogon) już utrwalonej u potomstwa, towarzyszą mutacje niepożądane (np. całkowity brak płetwy ogonowej), które są często interpretowane jako zaistnienie "hiper genu" weloniastego ogona, co skutkuje jego brakiem. Taka mutacja pojawia się u jednego na 250 osobników weloniastych i pojawia się niezależnie od woli hodowcy, gdyż jest "stowarzyszona" z genami weloniastego ogona. U mnie osobniki bez ogona wystąpiły kilkanaście razy, mimo że żadnego z nich nie dopuszczałem do rozrodu...
W tarle nr 37 (jak dotąd ilośc tareł 39 - 04.2007) wśród ponad setki maluchów, dostrzegłem jednego osobnika o rozwidlonym ogonie, przy czym obydwie części są odchylone jedna prostopadle do góry, druga prostopadle do dołu. Udało się zrobić zdjęcia tego sześciotygodniowego malucha...

      

W tej chwili osiągam już ilość wychowanego narybku około 1300, więc czas już na wystąpienie jakiejś mutacji.. Maluch rośnie i rozwija się na razie prawidłowo. Gdy dorośnie, dopuszczę go (lub ją) do rozrodu , z jakimś osobnikiem o słabych genach kształtu ogona. A z 39 tareł mogę już wybrać jakiegoś rodzica, na podstawie cech jego potomstwa... Obecnie żałuję, że nie mam już Klarci i Teofila, gdyż nie umiałem z ich tareł wychować dużych ilości potomstwa i być może wiele cennych osobników marnie zginęło. Z kolei w tarle nr 39 (ponad 250 maluchów), zauważyłem kilka osobników DT (dubble tail) - z czerwonych veil-tailów. Nie wiem czy to trzy czy pięć maluchów, bo w tej gęstwinie bobasów trudno jest ich rozróżnić... Nie jest to już nowa mutacja ale przeniesienie cech jakiegoś pra-pra-dziadka (lub pra-pra-babci), gdyż takie osobniki już dawno egzystują i bardzo często są rozmnażane, dając pożądany efekt czasem po kilku pokoleniach. Muszę zapisać rodzicom tarła 39 (czerwonemu veil tailowi "nowemu" i samiczce (pra-pra wnuczce Klarci i Emila), z dość złożonym drzewem genealogicznym, cechę dziedziczoną DT u części potomstwa. Nastęone tarła tej pary z innymi partnerami, powinny pokazać prawdziwego "winnego" tego zamieszania.. Gdy będzie to już możliwe, oczywiście zamieszczę zdjęcia (omawianych osobników).
-----------
Pozornie realizacje obu strategii (zorientowanej na nową rasę i na dużą ilość szczególnie pięknych osobników) niczym się nie różnią, obie realizuje się przez wychowanie jak największej ilości rybek z każdego tarła. Zasadnicza różnica polega na podejmowaniu właściwych dla danej strategii decyzji co do doboru tarlaków. Dobór tarlaków dla uzyskiwania pięknych osobników, polega z grubsza na powtarzaniu tareł tych rodziców, dla których wcześniejsze tarła dawały w wyniku największą ilość rybek o pożądanych cechach. Po wyczerpaniu możliwości tej pary, dobiera się z pokoleń potomnych takie pary, by kojarzyć osobniki z pożądaną cechą dominującą z osobnikami z tą cechą recesywną (aby uniknąć dużej ilości "hiper" genów tej cechy, które skutkują przeważnie zanikiem tej cechy i tendencją do mutacji). Dla realizacji strategii zorientowanej na nową rasę, dobór tarlaków powinien być dokonany z osobników o cechach dominujących. Może to dotyczyć różnych cech (kształtu, koloru, butterfly, pasteli itp.). Aby nie zdawać się tylko na szczęście, trzeba szczegółowo opisywać potomstwa ze wszystkich tareł i dokładnie je analizować. Ale nawet najlepsze analizy nie dają gwarancji sukcesu, gdyż statystycy amerykańscy podają, że tylko jedna na ok. 10.000 mutacji prowadzi do ukazania się tej zmutowanej cechy u potomstwa w perwszej generacji, a jedna na 2.000 mutacji pojawia się u pokolenia drugiego. Z tego wszystkiego wyłania się obraz potwornej pracy, którą należy wykonać, aby użyskać pożądany efekt. A i tak rola szczęścia i przypadku jest w tym temacie bardzo duża.
Wkrótce dopiszę ciąg dalszy tej opowieści o strategiach postępowania przy hodowli rasy hodowlanej Betta Splendens.....

Powrót na początek strony     Licznik odwiedzin:
Wszelkie przedruki bez zgody autora - zabronione