Rozmnażanie bojowników syjamskich

W pierwszym dniu po uruchomieniu akwariów (2 stycznia 2005 r.) wybrałem się do dużego sklepu akwarystycznego na zakup rybek. Pierwszą obsadę zbiornika towarzyskiego stanowiły następujące rybki: cztery małe skalary, cztery molinezje "Black Molly", 10 kardynałków, 8 danio pręgowanych, zbrojnik- Ancistrus, tetra żałobniczka oraz bojownik wspaniały, piękny młody samiec o barwie ciemnoniebieskiej, nazwany przeze mnie Teofilem.Po miesiącu kupiłem pięć platek czarnych i pięć rasy Merigold oraz pięć małych gurami marmurkowych "Cosby". Bardzo potrzebowałem partnerki dla Teofila. Chciałem by była ubarwiona jak on - ciemnoniebieska. Ale wkrótce okazało się, że również dzisiaj, po tylu latach "kapitalizmu", nie wszystko można kupić... Samic bojownika wspaniałego po prostu nie ma w sprzedaży, gdyż są one "niehandlowe".Na próżno biegałem po sklepach... W końcu po dwóch miesiącach dostałem "cynk" od znajomego, że są samice w sprzedaży, w pewnym sklepie. Pojechałem i kupiłem pięć samiczek. Niestety, wchodząc po schodach do mieszkania, wypuściłem woreczek z ręki i spadł on z wysokości ok.1m na posadzkę klatki schodowej. Rybki przeżyły.... ale cieszyłem się za wcześnie.W ciągu tygodnia umarły wszystkie..... Potem kupiłem jeszcze dwie ostatnie samice ze sklepu. Jedna była chora już przy zakupie, umarła po tygodniu. Druga, Klarcia, została pra-matką wszystkich moich bojowników.W sierpniu otrzymałem w darze od córki pięknego, jednobarwnego, czerwonego veil-taila, którego nazwałem Emilem i dołączyłem go do Klarci i Teofila jako pra-ojca linii czerwonej.




Pierwsze (po 25 latach) tarło bojowników


Miałem do dyspozycji jedną, jedyną(!) samiczkę Klarcię i rasowego steel-blue veil-tail'a (ciemno-niebieskiego, welonowego) samca Teofila. Klarcia jest typem kambodżańskim (matowa-różowa, z czerwonymi płetwami o bezbarwnych zakończeniach). A więc ma jakieś cechy typu "butterfly". Potomstwo z tej pary może być bardzo zróżnicowane, a wszystko zależy, które geny będą dominujące. Można się o tym przekonać jedynie drogą eksperymentów. Ale do tego miałem jeszcze długą drogę... Byłem pełen niepokoju, martwiłem się, że wszystko nie ułożyło się tak, jakbym chciał. Ale nie było innego wyjścia, trzeba było "wystartować". Klarcia była wtedy bardzo młoda, silny Teofil mógłby ją mocno poturbować, a nawet i zabić. Musiałem zadbać, by wszystko było jak należy, aby ryzyko katastrofy zmniejszyć do minimum. Zabrałem się za posiadaną literaturę (niemieckojęzyczną - z przed 25 lat). Ze słownikiem w ręku (nie znam niemieckiego) trudno mi się czytało. Potem zacząłem studiować strony w internecie i szybko zorientowałem się, że najwięcej informacji będę miał z amatorskich stron hodowców-hobbystów amerykańskich. Kilku z nich "poznałem" przez internet, dostałem od nich wiele wskazówek, co do rozmnażania betta. Wtedy też pierwszy raz usłyszłem o "substancji regulacji populacji" czyli o inhibitorach rozwoju ( patrz: Inhibitory populacji ). Ale to jeszcze mnie nie dotyczyło... To było dla mnie za dużo informacji (jeszcze teoretycznych).






Klarcia przed tarłem

Teofil

Emil
Mój zbiornik, który przeznaczyłem na tarliskowy ma objętość 5 gal. t.j. ok.20 litrów. Jest wystarczający do prawidłowego odbycia tarła i wychowania ok.100 szt. narybku.Osobiście preferuję zbiornik z podłożem żwirowym. Tarło w zbiorniku ze "szklanym" dnem wydaje mi się bardzo sztuczne. Przecież podłoże żwirowe jest siedliskiem pożytecznych bakterii nitryfikacyjnych i decyduje o parametrach mikro-biotopu w akwarium.. Nie zależy mi na wielkich ilościach narybku, więc nie będę stwarzał "sterylnych" warunków. Jeszcze wtedy nie doceniłem informacji otrzymanej od amerykańakiego kolegi, o inhibitorach rozwoju populacji. Zorientowałem się dopiero po piątym tarle. Ale po kolei.. Wymieniłem więc w zbiorniku tarliskowym 70% wody, ustawiłem poziom 10 cm, wstawiłem do środka grzałkę załączaną przez regulator temperatury RT2, nastawiłem temperaturę 29,5 stopnia Celsjusza. Zainstalowałem dokładny termometr laboratoryjny, oraz filtr gąbkowy (włączony). Pozostawiłem zbiornik na 2 dni, celem ustabilizowania warunków. Po dwóch dniach wstawiłem do środka połowę doniczki (dla zapewnienia schronienia samiczce), sztuczną roślinę z dużą ilością "liści", sztuczną "trawkę" oraz plastykowe wieczko okągłe, niezatapialne, do budowy pod nim gniazda. Filtr gąbkowy usunąłem. Zbiornik tarliskowy był gotowy.
Teofil w zbiorniku tarliskowym
Po zorganizowaniu zbiornika tarliskowego, wczesnym popołudniem wpuściłem do niego Teofila. Temperatura była ok.29,5 stopnia Celsjusza.Po krótkim okresie adaptacji Teofil rozpoczął dokładną penetrację zbiornika. Trwało to około 1 godziny. Około godziny 17.00 wpuściłem do akwarium Klarcię. Jaka ona była drobna przy Teofilu! Samiec natychmiast przyjął postawę imponującą i zaczął zapraszać Klarcię pod pokrywkę, gdzie jeszcze nie było gniazda. Ona nie wiedziała co się dzieje i raczej traktowała obojętnie jego zaloty.W pewnym momencie Teofil "się wkurzył" i mocno zaatakował Klarcię, kalecząc jej płetwę odbytową. Ona w panice mało nie wyskoczyła z akwarium. Teofil jeszcze kilka razy uderzył i biedna Klarcia w panice zaczęła przed nim uciekać.Partner "wyszarpnął" jej prawie połowę płetwy odbytowej. Z niepokojem śledziłem zachowanie Teofila, chociaż dobrze wiedziałem, że taki jest normalny rytuał godowy bojowników. Martwiła mnie jednak duża różnica wieku partnerów, a co za tym idzie znaczna przewaga siły po stronie Teofila.Okazało się jednak, że Klarcia jest znacznie szybsza od partnera i z łatwością zaczęła unikać jego brutalnych zalotów, które jednak mają na celu pobudzenie dojrzewania ikry u samiczki. Klarcia zaczęła się chować wśród liści, w doniczce, za grzałką.. Teofil dzielił swój czas między budową gniazda pod pokrywką i poszukiwaniem oraz nękaniem Klarci brutalnymi "karesami". A ona w tym czasie "grubiała" w oczach. Tak było do wieczora i przez noc. Na drugi dzień, około godz.9.00 Klarcia zamiast uciekać, śmiało podpłynęła do rozjuszonego Teofila i zawisła pod gniazdem głową do dołu, co jest dla bojowników oznaką uległości.Ten zamiast ją atakować, rozpoczął zaloty. I tak tarło się rozpoczęło. Miłosne zmagania trwały do godziny 10.30.Odtąd Klarcia znów zaczęła uciekać, więc szybko ją wyłowiłem z akwarium, by Teofil bez przeszkód mógł zająć się gniazdem i opieką nad zapłodnioną ikrą.
W tym momencie odetchnąłem z ulgą. Jedyna moja samiczka spełniła swoją rolę i spisała się nadzwyczaj dzielnie.Koło południa miałem pewien kłopot. Trzeba było podjąć decyzję, czy dokarmiać Teofila w trakcie opieki nad larwami.W internecie opinie dzieliły się na połowę, a niektórzy nawet twierdzili, że dokarmianie spowoduje pożarcie całej ikry przez samca. Poważniejsi jednak dokarmiali samce w czasie opieki i nie stwierdzali żadnych anomalii w ich zachowaniu.Niektóre samce same nie pobierały pokarmu w tym czasie. Postanowiłem dokarmiać i w rogu akwarium najdalej odsuniętym od gniazda, wpuściłem kilka żywych larw ochotki. Teofil zjadł je ze smakiem, więc dostał jeszcze kilka.Odtąd już dwa razy dziennie dostawał swoją porcję żywego pokarmu. Ciągle przebywał pod gniazdem i ciągle coś przy nim "majstrował".Gniazdo rozbudował poza pokrywkę.Tak było przez cały następny dzień.Na trzeci dzień zaobserwowałem, że ruchy jego stały się jakby bardziej nerwowe.Wziąłem lupę i przyjrzałem się gniazdu.Zauważyłem kilka wiszących na brzegu pokrywki "oczu z ogonkami".Były to mikroskopijne, malutkie bojowniczątka !! Teraz już byłem pewien sukcesu. Dwa dni póżniej Teofila odłowiłem, gdyż gniazdo wydatnie się zmniejszyło, a on zaczął pływać częściej poza gniazdem. Wpuściłem go do akwarium ogólnego. Przez cały dzień był jakiś osowiały, jakby smutny, ale szybko odzyskał animusz.
Na zdjęciu prawym widać już larwy przyczepione do brzegu pokrywki. Jeszcze przez prawie dwie doby będą wisieć przy gnieżdzie, by póżniej już "zniknąć" w akwarium. To nagłe zniknięcie narybku przestraszyło mnie nie na żarty, myślałem, że Teofil pożarł swoje dzieci. Ale po drobiazgowej kontroli, patrząc przez lupę, zdołałem znależć kilka rybek.



  Na powiększonym zdjęciu larwy widać trochę lepiej.

I tak miałem 46 małych bojowniczątek obojga płci.



IBC (International Betta Congress) uznaje za jedną z najbardziej szkodliwych działań w hodowli Betta Splendens krzyżowanie tego gatunku z innymi gatunkami Betta. Potomstwo takie jest płodne przez kilka pokoleń, by następnie dawać większość osobników chorych i niezdolnych do rozmnażania.
Następne tarła patrz: Kolejne tarła .

Powrót na początek strony     Licznik odwiedzin:
Wszelkie przedruki bez zgody autora - zabronione