Strategia w hodowli i rozmnażaniu bojowników syjamskich




Strategia hodowli bojowników syjamskich

Dojrzały hodowca-amator staje prędzej czy później przed dylematem: wiem już prawie wszystko (poza osobistymi tajemnicami hodowców profesjonalnych – o tym póżniej), potrafię rozmnożyć i odchować ok.300 bojowników z tarła (w sposób powtarzalny), więc co dalej?? I tu większość hodowców – amatorów „staje” w rozwoju , z powodu braku możliwości osiągnięcia dalszych postępów bez uruchomienia dużych inwestycji. Przerzucają się na inne dziedziny (inne gatunki ryb). Tak stało się m.in. z bardzo dynamicznym swego czasu Wayne Schmidt’em, który już od dwóch lat zajmuje się innymi tematami.

Z tych co pozostają „w temacie”, każdy przyjmuje swoją strategię działania, w zależności od swoich możliwości. Każdy też ma swoje „tajemne” sposoby na ich realizację. Wiele z nich (m.in. informacje o roli inhibitorów populacji) otwarcie podałem na mojej ogólnie dostępnej stronie. Informacje te mogą przyczynić się do zwiększenia ilości hodowców „wtajemniczonych”, którzy sami mogą próbować tworzyć historię rasy hodowlanej Betta Splendens i w razie osiągnięcia sukcesu, mogą zgarnąć olbrzymią „kasę”, wypuszczając na rynek nową odmianę tejże rasy hodowlanej. A są to naprawdę gigantyczne pieniądze… Ja jednak pragnę pozostać hobbystą – amatorem, nie związanym z żadnym „biznesem” rybkowym i „okołorybkowym”. Dla mnie już na taką karierę jest za późno…..

W hodowli i rozmnażaniu większych (tysiące sztuk) i wielkich (setki tysięcy sztuk) ilości betta splendens rasy hodowlanej, przyjmuje się alternatywnie dwie strategie: strategia polowania na nową odmianę (kolorystyka, kształt płetw) oraz strategia sprzedaży szczególnie pięknych egzemplarzy, w ramach już istniejących odmian. Obie strategie mają swych wyznawców, obie przynoszą sukcesy jedynie nielicznym hodowcom – amatorom. Warunkiem koniecznym do ich realizacji, jest osiągnięcie „profesjonalnej” łatwości w rozmnażaniu tego gatunku oraz odchowaniu dużych ilości narybku, co można uzyskać przez nabycie ogromnych doświadczeń praktycznych w trakcie swojej hodowli. Z przyczyn oczywistych (braku właściwego materiału genetycznego pra-rodziców) stosuję tylko strategię polowania na nową rasę….. Ale ze względu na moje mizerne warunki lokalowe i finansowe, robię to jedynie dla przyjemności (jak grający w toto-lotka…).
Strategia polowania na nową odmianę rasy hodowlanej realizowana jest głównie poprzez masowe rozmnażanie tej rasy i wychowywanie do wieku „młodzieńczego” wielkiej ilości narybku. Mniej więcej w jednym na tysiąc osobniku przyszłym na świat występuje różnoraka mutacja genetyczna, która może być dziedziczona przez potomstwo lub nie jest dziedziczona w pierwszym pokoleniu, a jedynie w następnych. Rolą hodowcy jest znalezienie, wychowanie takiego „odmieńca” i następnie próba sprawdzenia dziedziczenia tej jego wady genetycznej u potomstwa. Bardzo, bardzo rzadko udaje się utrwalić tą wadę u potomstwa tak, by powstała stabilna odmiana rasy hodowlanej. Czasami mutacji pożądanej (mp. weloniasty ogon) już utrwalonej u potomstwa, towarzyszą mutacje niepożądane (np. całkowity brak płetwy ogonowej), które są często interpretowane jako zaistnienie „hiper genu” weloniastego ogona, co skutkuje jego brakiem. Taka mutacja pojawia się u jednego na 250 osobników weloniastych i pojawia się niezależnie od woli hodowcy, gdyż jest „stowarzyszona” z genami weloniastego ogona. U mnie osobniki bez ogona wystąpiły kilkanaście razy, mimo że żadnego z nich nie dopuszczałem do rozrodu…
W tarle nr 37 (jak dotąd ilość tareł 39 – 04.2007) wśród ponad setki maluchów, dostrzegłem jednego osobnika o rozwidlonym ogonie, przy czym obydwie części są odchylone jedna prostopadle do góry, druga prostopadle do dołu. Udało się zrobić zdjęcia tego sześciotygodniowego malucha…

W tej chwili osiągam już ilość wychowanego narybku około 1300, więc czas już na wystąpienie jakiejś mutacji.. Maluch rośnie i rozwija się na razie prawidłowo. Gdy dorośnie, dopuszczę go (lub ją) do rozrodu , z jakimś osobnikiem o słabych genach kształtu ogona. A z 39 tareł mogę już wybrać jakiegoś rodzica, na podstawie cech jego potomstwa… Obecnie żałuję, że nie mam już Klarci i Teofila, gdyż nie umiałem z ich tareł wychować dużych ilości potomstwa i być może wiele cennych osobników marnie zginęło. Z kolei w tarle nr 39 (ponad 250 maluchów), zauważyłem kilka osobników DT (dubble tail) – z czerwonych veil-tailów. Nie wiem czy to trzy czy pięć maluchów, bo w tej gęstwinie bobasów trudno jest ich rozróżnić… Nie jest to już nowa mutacja ale przeniesienie cech jakiegoś pra-pra-dziadka (lub pra-pra-babci), gdyż takie osobniki już dawno egzystują i bardzo często są rozmnażane, dając pożądany efekt czasem po kilku pokoleniach. Muszę zapisać rodzicom tarła 39 (czerwonemu veil tailowi „nowemu” i samiczce (pra-pra wnuczce Klarci i Emila), z dość złożonym drzewem genealogicznym, cechę dziedziczoną DT u części potomstwa. Następne tarła tej pary z innymi partnerami, powinny pokazać prawdziwego „winnego” tego zamieszania.. Gdy będzie to już możliwe, oczywiście zamieszczę zdjęcia (omawianych osobników).

Pozornie realizacje obu strategii (zorientowanej na nową rasę i na dużą ilość szczególnie pięknych osobników) niczym się nie różnią, obie realizuje się przez wychowanie jak największej ilości rybek z każdego tarła. Zasadnicza różnica polega na podejmowaniu właściwych dla danej strategii decyzji co do doboru tarlaków. Dobór tarlaków dla uzyskiwania pięknych osobników, polega z grubsza na powtarzaniu tareł tych rodziców, dla których wcześniejsze tarła dawały w wyniku największą ilość rybek o pożądanych cechach. Po wyczerpaniu możliwości tej pary, dobiera się z pokoleń potomnych takie pary, by kojarzyć osobniki z pożądaną cechą dominującą z osobnikami z tą cechą recesywną (aby uniknąć dużej ilości „hiper” genów tej cechy, które skutkują przeważnie zanikiem tej cechy i tendencją do mutacji). Dla realizacji strategii zorientowanej na nową rasę, dobór tarlaków powinien być dokonany z osobników o cechach dominujących. Może to dotyczyć różnych cech (kształtu, koloru, butterfly, pasteli itp.). Aby nie zdawać się tylko na szczęście, trzeba szczegółowo opisywać potomstwa ze wszystkich tareł i dokładnie je analizować. Ale nawet najlepsze analizy nie dają gwarancji sukcesu, gdyż statystycy amerykańscy podają, że tylko jedna na ok. 10.000 mutacji prowadzi do ukazania się tej zmutowanej cechy u potomstwa w pierwszej generacji, a jedna na 2.000 mutacji pojawia się u pokolenia drugiego. Z tego wszystkiego wyłania się obraz potwornej pracy, którą należy wykonać, aby uzyskać pożądany efekt. A i tak rola szczęścia i przypadku jest w tym temacie bardzo duża.

Wkrótce dopiszę ciąg dalszy tej opowieści o strategiach postępowania przy hodowli rasy hodowlanej Betta Splendens..…




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*